Szukaj na tym blogu

czwartek, 26 września 2013

Bambino czyli pieluszkowy bubel

Witajcie,

Z całego dostępnego w Polsce asortymentu pieluszek jednorazowych wypróbowałam już większość. Były Dady, Huggiesy, Toujour, Pampersy, Babydream, a ostatnio padło na pieluszki Bambino. Szczerze mówiąc była to dla mnie zupełna nowość, bo nie widziałam nawet żadnej ich reklamy w tv. Kupiłam z ciekawości i bo była promocja, a w Biedronce był akurat deficyt Dadów ;)

Ich cena to około 24 zł za 44szt (rozmiar 4), czyli w sumie bez rewelacji.

Podeszłam do nich bardzo optymistycznie, jak zresztą do praktycznie wszystkich produktów dziecięcych, we wszystkich pokładam maksymalne nadzieje :) I jakież było moje zdziwienie kiedy wyciągnęłam jedną sztukę z opakowania i zaczęłam oglądać.

Po pierwsze aplikacja. Króliczek znajdujący si z przodu pieluszki wygląda niczym króliczek wielkanocny, który nie wygląda na zbyt szczęśliwego. Ale w sumie i tak go nie widać, a moje dziecko jeszcze nie zwraca uwagi na takie rzeczy więc go zignorowałam ;)

Niestety dalej było tylko gorzej. Po pierwsze pieluchy te nie mają rozciągliwych boczków. Mają jedynie wąski paseczek na krzyżu, który podobno ma być rozciągliwym, jednak nie spełnia on swojej roli. Pieluchy nie da się założyć na tyle ścisło żeby nie zsuwała się dziecku z pupy jednocześnie na tyle delikatnie, żeby delikatnego ciałka nie obcierała i nie uciskała.
Tworzywo z jakiego zostały wykonane te pieluchy jest niesamowicie sztywny i nieprzyjemny w dotyku. Pierwszy raz się spotkałam z tak sztywnym pampersem. Co więcej falbanki które podczas zakładania wywija się na zewnątrz, są tak długie, że sięgają mojej Lenie do kolan, co sądzę nie jest przyjemne jeżeli na to zakładam jej spodenki. Poza tym z przodu na boczkach nie ma wyprofilowanych zakładek, które idą na bok brzuszka. W tym miejscu pielucha jest prosto odcięta i tak na prawdę nie wiadomo jak założyć tą pieluszkę na dziecko.
Na koniec zostawiłam najważniejszą kwestię czyli chłonność. I tutaj te pieluchy zdobywają największą nagrodę jaką tylko można przyznać w kategorii bubla, bo ich chłonność jest na poziomie -100.... :/ Wszystkie z założonych pieluch Bambino przeciekły. I nie ważne czy były założone na godzinę, trzy czy na całą noc (bo Lena całą noc przesypia i jej nie przebieram). Za każdym razem przeciekały i musiałam Lenie zmieniać i body i spodenki. Więc zero tu jakiejkolwiek ekonomii...


Szczerze mówiąc pierwszy raz spotkałam się z tak beznadziejną pieluchą. Słyszałam że Pampersy Sleep&Play również nie są najlepsze, bo przeciekają i nie mają rozciągliwych boczków, ale sądzę że Bambino to jeszcze większy bubel. Sztywne, dziwnie skonstruowane, niechłonne, a do tego mało atrakcyjne cenowo. Nie wiem kto je projektował i o czym wtedy myślał, ale ewidentnie to nie był jego najlepszy wyrób.

Pieluszek Bambino nie polecam i nie wiem co zrobię z pozostałą częścią opakowania...

Jakich pieluszek Wy używacie?
Co się u Was sprawdziło, a co zaliczacie do bubli?
Czekam na Wasze opinie.




piątek, 6 września 2013

Miniaturki dla malucha cz. 2 - chusteczki nawlżane Dada

Witajcie,

Ostatnio było dużo na temat kosmetycznych miniaturek dla Malucha, a dzisiaj coś co kosmetykiem do końca nie jest, ale jest niezbędne w codziennej pielęgnacji. Jak nie trudno się domyślić mowa oczywiście o chusteczkach nawilżanych. Z tym, że w wersji podróżnej a nie pełnowymiarowym opakowaniu.

Dada Premium Naturals Travel Pack - w opakowaniu mieszczą się 24 chusteczki co jest idealną ilością do zabrania ze sobą w torbę. Paczka zajmuje zdecydowanie mniej miejsca niż pełnowymiarowe opakowanie chusteczek. Produkt jakością jest bardzo podobny do pełnego opakowania Dadów. Chusteczki są mocno nawilżone, bardzo dobrze oczyszczają pupę dziecka. Nie są mocno perfumowane. A na samych chusteczkach wytłoczone są jakieś zwierzątka.

Zamknięcie jest dość szczelne, więc chusteczki nie wysychają i spokojnie mogą leżeć w torbie do następnego większego wyjścia. Jedynym minusem chusteczek jest to, że są bardzo ścisło poskładane i ciężko jest wyciągnąć jedną sztukę z opakowania.


Travel pack był dostępny w Biedronce za zawrotną cenę około 2 zł przy okazji jakiejś gazetki promocyjnej.

Używacie 'travel packów' czy pakujecie wielkie opakowanie chusteczek do torby na wyjście z maluchem?

czwartek, 22 sierpnia 2013

Centrum handlowe kontra matka z dzieckiem cz.1

Witajcie,

W obecnych czasach na porządku dziennym jest widok młodych rodziców z dzieckiem w wózku w centrum handlowym. W sumie nic w tym dziwnego. Wśród tych 'spacerujących' po sklepach rodziców nie zabrakło i mnie, a raczej nas, bo i mojego męża z naszym Maleństwem. Przed wyjazdem zapakowaliśmy skrzętnie torbę dziecięcą w przybory do przewijania i jedzenie. Nie widzieliśmy żadnego problemu w tym, że będziemy musieli przewinąć czy nakarmić Lenę 'w terenie', bo przecież są specjalne pokoje dla matek z dziećmi. Pełni chęci ruszyliśmy na podbój warszawskiego centrum handlowego.




Pierwsza nasza wizyta w centrum handlowym z dzieckiem miała miejsce jakoś w połowie czerwca i wybór padł na Arkadię. Niestety już w drodze do celu nasze dziecię postanowiło zrobić kupę i ową kupą ubrudzić nawet fotelik samochodowy ;) W związku z tym, zaraz po przyjeździe pędem pobiegliśmy do wspomnianego pokoju rodzinnego. Jakież było nasze zaskoczenie kiedy naszym oczom ukazał się nie wielki acz przytulny i kolorowy pokoik. Na ścianach były kolorowe naklejki ze zwierzątkami (nasze dziecko wtedy jeszcze nie było nimi zainteresowane, ale kilka tygodni później kiedy ponownie byliśmy w Arkadii ochoczo spoglądała na lwa ;)) i żarówki z kolorowymi ledami tuż nad 'przewijakiem'. Jeżeli chodzi o samo miejsce do przewijania to było to wgłębienie w dość dużym blacie na którym leżał miękki przewijak (dostępne na allegro) a obok leżała wielka rolka z ręcznikiem papierowym do położenia na przewijaku (my co prawda skorzystaliśmy z własnej ceraty). Tuż obok był mini zsyp do którego wrzucało się zużyte pieluszki i chusteczki. Obok, na drugiej 'szafce' była umywalka, a na ścianie bezdotykowy dozownik płynu do dezynfekcji rąk. Jeżeli chodzi o kwestię karmienia to ta również została genialnie zaplanowana. W pokoiku znaleźliśmy podgrzewacz do butelek/słoiczków, kuchenkę mikrofalową i bardzo wygodne krzesło (a może nawet fotel?). Warto też wspomnieć, że pokój był czysty i pachnący, a na drzwiach wisiała kartka z grafikiem sprzątania z którego wynikało, że serwis przychodzi bodajże co 30 min, albo co godzinę czyli na prawdę często.

Po wizycie w pokoju dla matki (a tak w sumie to czemu matki, a gdzie ojciec? ) z dzieckiem oboje z mężem przyznaliśmy że nie spodziewaliśmy się takich 'luksusów' jak np. kuchenka mikrofalowa. Ogólnie pomieszczenie wywarło na nas bardzo dobre wrażenie. Byliśmy na tyle zadowoleni, że na kolejny shopping wybraliśmy się do tego samego centrum.

Już wkrótce kolejna część opowieści o pokojach rodzinnych w centrach handlowych, bo mieliśmy okazję 'przetestować' również inny.

A Wy jakie macie doświadczenia w kwestii pokojów dla matek z dziećmi w centrach handlowych? A może nie zabieracie swoich maluchów do takich miejsc? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Moja mała Syrenka

Co robi dziecko w czasie kiedy matka robi zdjęcia na bloga? Syrenkuje :D
Zdjęcia na dziecięcego bloga robię praktycznie zawsze na przewijaku, który leży na łóżeczku. Ponadto wybieram porę drzemki Leny, a konkretniej czasu kiedy zbliża się pora domniemanego przebudzenia. Jako że południowy sen od przeszło 2 miesięcy odbywa się na brzuszku, a od jakiegoś czasu moje dziecię nie budzi się już z wrzaskiem, tylko raczej uśmiechem to poza jaką przyjmuje Lena po przebudzeniu jest dość śmieszna. Już nie drażni jej to że leży bezwładnie na brzuchu, usilnie próbuje wstać :D Przy tych wysiłkach wygląda niczym Mała Syrenka, bo wyciąga wysoko głowę jednocześnie podnosząc nóżki i balansuje na brzuszku. Często wygląda to komicznie, ale samej Syrence ewidentnie się podoba.


Warto dodać, że Lenka nawet przez chwilę nie zapłacze jak się obudzi. Cierpliwie czeka na mamę bądź tatę :)


czwartek, 15 sierpnia 2013

Johnson's Baby czyli pierwsza blogowa współpraca Leny

 Witajcie,

Na początek muszę przyznać, że szybkość działania marketingu firmy Johnson's Baby mocno mnie zaskoczyła. W poniedziałek rano Pani Marta poprosiła mnie o adres na który może przesłać produkty do testów dla mojego maleństwa, a we wtorek przed południem do moich drzwi zapukał kurier z paczuszką. Byłam w szoku!

Co znalazłam w kartonie? Produkty o wartości około 50 zł niezbędne do codziennej pielęgnacji niemowlaka.


  • Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 - wg producenta płyn jest niesamowicie łagodny, nadaje się się już dla noworodków. Idealny dla wrażliwej skóry, nie podrażnia ani nie wysusza. Szczerze przyznam, że miałam w planach kupienie go dla Leny

  • Ochronny krem przeciw odparzeniom - chętnie przetestuję, bo aktualnie szukam jakiejś tańszej alternatywy dla Bepanthenu.
  •  Krem intensywnie pielęgnujący - w moim mniemaniu jest to coś nawilżającego do stosowania na co dzień po kąpieli. Jak tylko wykończymy Linomag A+E wypróbujemy.
  • Bezzapachowe chusteczki oczyszczające - pomimo iż znaleźliśmy już swój ideał w kwestii chusteczek nawilżanych to ciągle chętnie sprawdzamy inne produkty. W przypadku tego produktu producent twierdzi że są tak delikatne że nadają się również do twarzy.

Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się te produkty. O ile nie martwię się o jakoś płynu do mycia, o tyle pokładam duże nadzieje w kremie na odparzenia i tym pielęgnującym (nie mogę już znieść zapachu Linomagu :/). Do chusteczek natomiast podchodzę z zaciekawieniem.

Za jakiś  czas na pewno pojawią się recenzje poszczególnych produktów marki Johnson's Baby.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Dziś kończymy 3 miesiące

Witajcie,

Dzisiaj wesoły dzień, bo Lena kończy właśnie 3 miesiące. :)

Co się przez ten czas zmieniło:
  • Ubranka jakie Lenka nosi to rozmiar 68
  • Długość stópki to około 10cm (trudno dokładnie zmierzyć ;)
  • Lenka ma około 65cm wysokości
  • A waży niestety nie wiem ile, bo dopiero 19 idziemy do pediatry, ale obstawiam jakieś 6-6,5 kg (zaktualizuję dane po wizycie)
  • Podczas leżenia na brzuszku już nie urządza dzikiej awantury
  • Może dlatego że kilka dni temu nauczyła się przekręcać samodzielnie z brzuszka na plecy i po kilku sekundach leżenia już jest odwrócona ;)
  • Główkę trzyma już praktycznie sama, nie opada jej już ani do przodu ani do tyłu podczas trzymania w pionie
  • Polubiła się z nosidełkiem (chusty nienawidziła, dlatego musiałam sprzedać :()
  • Odwzajemnia uśmiechy mamy i taty (obcych jeszcze nie bardzo)
  • Próbuje nawiązać kontakt werbalny, ale nie bardzo jeszcze wiadomo co chce powiedzieć ;)
  • Całe piąstki próbuje włożyć do buźki, najlepiej dwie na raz
  • Po troszku zaprzyjaźnia się z gryzakiem
  • Zaczyna chwytać, najbardziej ostatnio podoba się piłka Oball, tylko że nie chce się cała zmieścić do buzi i to Lenę niesamowicie irytuje ;)
  • Sama zasypia czy to w łóżeczku czy w wózku, często już nawet nie potrzebuje smoka
  • Zjada 180ml mm na porcję! aż się boje co pediatra na to powie 
Jak widać, w ostatnim miesiącu na prawdę dużo się wydarzyło w życiu Lenki. Widać jak rośnie wzdłuż i w szerz a także jak dojrzewa emocjonalnie i intelektualnie. Jestem  niesamowicie dumna z postępów jakie poczyniła, szczególnie jeżeli chodzi o leżenie na brzuszku i przekręcanie się na plecki.


W połowie przyszłego miesiąca zaczniemy wprowadzać nowe pokarmy - to dopiero będzie atrakcja :)


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Bepanthen czyli cudo do pupy niemowlaka i nie tylko

Witajcie,

w dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat Bepanthenu. Jest to maść, bo kosmetyku o takiej konsystencji kremem nazwać nie można, przeznaczona zarówno do ochrony pupy malucha przed odparzeniami jak i jej regeneracją w momencie gdy takie odparzenie nam się pojawi (np. kiedy Matka wpadnie na pomysł testowania innego produktu ;)).


Opakowanie:
Produkt można dostać w dwóch pojemnościach: 30 i 100g. Maść zapakowano w metalową tubkę, typową dla wszelkich aptecznych maści. Bardzo łatwo jest zgnieść tubkę w taki sposób aby wycisnąć produkt z niej do cna. Ponadto opakowanie jest szczelnie zamknięte i przed pierwszym użyciem należy przebić otwór zakrętką. Dzięki temu mamy pewność że produkt który kupiliśmy jest świeży.


Właściwości:
Tak jak już wspomniałam produkt ma konsystencję typową dla maści. Jest bardzo treściwy i tłusty, ale nie tępy i nie sprawia problemów przy aplikacji. Ma lekko żółte zabarwienie i bardzo delikatny zapach.Szybko się wchłania, pozostawiając na skórze tylko lekko tłustą warstwę ochronną. Nie pozostawia żadnego nieestetycznego i nieprzyjemnego nalotu.


Jeżeli chodzi o właściwości pielęgnacyjne to sprawdza się znakomicie. Przy regularnym jego stosowaniu nie pojawiło się żadne podrażnienie ani odparzenie. Natomiast gdy pojawiło się niewielkie odparzenie po używaniu innego specyfiku do pupy poradził sobie z nim w mgnieniu oka. Już po 2 aplikacjach po odparzeniu nie było śladu.
Warto też wspomnieć że produkt ten sprawdza się również w innych celach niż tylko do pielęgnacji niemowlęcej pupy. Jeżeli chodzi o młode matki to Bepanthen jest idealny do smarowania poranionych sutków podczas karmienia piersią, szczególnie na początku macierzyństwa. Już po kilku aplikacjach łagodzi podrażnienia. Ważnym jest że nie trzeba go zmywać z piersi przed jedzeniem, bo jest on w pełni bezpieczny dla dziecka.
Natomiast może się on sprawdzić również u osób dzieci nie posiadających. Mianowicie jest idealny na odparzenia termiczne i słoneczne, skaleczenia, a także na obtarcia skóry np. na stopach od nie wygodnych butów :)

Skład:


Podsumowanie: 
Maść ma wyśmienite działanie zarówno na wrażliwą skórę niemowlaka jak i dla całej rodziny. Niestety nie należy do najtańszych bo cena opakowania 100 g waha się pomiędzy 26zł a 50zł (o zgrozo! tyle kosztuje w przeciętnej aptece stacjonarnej czy Smyku :/). Ponadto średnio bywa z jej wydajnością. Pierwsza tubka starczyła nam na dokładnie 6tyg stosowania, następna już na około 4tyg.



Mamy, jakiś kosmetyków do pielęgnacji pupy Waszych dzieci używałyście?



piątek, 26 lipca 2013

Miniaturki dla malucha cz.1 - Mustela

Witajcie,

Dopóki nie miałam dziecka kompletnie nie zastanawiałam się nad praktycznością wielkich opakowań kremów do pupy czy żeli do kąpieli, w razie jakiegoś wyjścia czy wyjazdu. Ponadto nie miałam pojęcia czy dla takich maluchów produkują miniaturki, czy z góry zakładają, że dany produkt będzie odpowiadał zarówno mamie jak i dziecku. Okazało się, że takowe miniaturki, lub też próbki jak kto woli są produkowane przez producentów, a na pewno przez niektórych. Świetnym rozwiązaniem jest też możliwość zamówienia sobie takich bezpłatnych kosmetyków.
Pierwszą firmą jaką znalazłam, która wysyła swoje produkty była Mustela.
W niewielkiej kopercie dostałam kosmetyczkę, 2 produkty dla dziecka, 1 mini próbeczkę dla siebie i kilka ulotek z informacjami dotyczącymi produktów Musteli zarówno dla kobiet w ciąży jak i dla dzieci.

Zacznę może od tego co było dla mnie. Dostałam małą saszetkę z balsamem do brodawek sutkowych. Niestety nie załapała się ona na zdjęcie, gdyż zużyłam balsam zaraz po jego otrzymaniu. Przyznam jednak że nie zauważyłam jakiś efektów. Na pewno nie złagodził podrażnień i nie przyniósł ulgi. A po tak małej ilości nie mogę stwierdzić czy uelastycznił moje brodawki.


Lenka natomiast dostała:
  • Żel do mycia głowy i ciała, 50 ml - jeszcze go nie używaliśmy, bo szczerze mówiąc troszeczkę się boję, gdyż słyszałam o nim opinie że lubi wysuszać skórę nie tylko niemowlaków ale i starszych dzieci a także dorosłych, więc po nieudanej przygodzie z żelem Bubchen na razie się wstrzymałam.

  •  Krem przeciw odparzeniom, 10 ml - kremik ten, ze względu na swoje niewielkie gabaryty wylądował w naszej torbie spacerowej.Używany był dopiero jeden raz i przyznam, że niezbyt przypadł mi do gustu. Ma dość dziwną konsystencję, taką jakby suchą, przykleja się do pupy i później bardzo trudno jest go wymyć zarówno chusteczkami jak i wodą podczas kąpieli. Całe szczęście że to tylko próbka i starczy na kilka aplikacji 'w terenie'. Z całą pewnością nie kupię pełnowymiarowego opakowania (100ml) które kosztuje ponad 20 zł


Kosmetyczka do najpojemniejszych nie należy, ale na pewno też się przyda :)

Żeby otrzymać taki zestaw kosmetyków należy zarejestrować się w Klubie Mustela za pośrednictwem ich funpage na facebooku KLIK.


wtorek, 23 lipca 2013

Tommee Tippee, Babydream i Johnson's - porównanie wkładek laktacyjnych

Witajcie,

Przychodzę dziś do Was z kolejnym postem z serii blogującej Mamy. Tym razem postanowiłam przedstawić porównanie wkładek laktacyjnych 3 marek jakich miałam okazję używać. Osobiście zdecydowałam się na używanie jednorazowych, bo stwierdziłam, że mogę nie mieć ani czasu ani cierpliwości na pranie i suszenie tych wielokrotnego użytku.

Tommee Tippee
Pierwsze wkładki jakich używałam, kupione jeszcze przed porodem 'na zapas'. W opakowaniu znajduje się 50 sztuk wkładek. Producent zastosował bardzo higieniczne rozwiązanie jakim było spakowanie po 2 sztuki w woreczki. Dzięki temu, wychodząc z domu mogłam wrzucić parkę wkładek do torebki nie martwiąc się o ich 'sterylność'. Każda wkładka ma na sobie prostokącik z kleju, który zapobiega przesuwaniu się wkładki w staniku.

 Niestety pod wpływem ciepła i wilgoci klej odkleja się od wkładki zostając na staniku w postaci glutów. Wkładki są dosyć duże i obejmują sporą część piersi. Poza tym są bardzo cienkie i zupełnie nie odznaczają się pod ubraniem. Niestety do tych wszystkich zalet należy dopisać, że są bardzo słabo chłonne i szybko przeciekają. Przez co trzeba je dość często wymieniać a to skutkuje małą wydajnością.

Cena jednego opakowania waha się od 13 zł (na Allegro) do nawet 30 (w sklepach internetowych i stacjonarnych).


Johnson's Baby
Po niezbyt miłych doświadczeniach z wkładkami TT zdecydowałam się na te Johnson'sa. Tym razem jednak kupując tylko jedno opakowanie, a nie jak w poprzednim wypadku aż 4 ;)
Pudełko podobnie jak u Tommee zawiera 50 sztuk wkładek, co uważam za na prawdę rozsądną ilość. Niestety tutaj producent nie pokusił się o spakowanie zestawów w oddzielne woreczki. Również tak jak wcześniej każda sztuka ma prostokącik z klejem. Jednak tym razem nie ma problemu z odklejaniem się i pozostawaniem go na samym staniku. Johnson's wpadł na pomysł wyprofilowania wkładek. Nie są one zwykłe proste, tylko zaokrąglone ze specjalnym wgłębieniem na brodawkę sutkową. Dodatkowo są dość sztywne i nie da się ich dowolnie formować. Średniej grubości, jednak przy dopasowanej bluzce odznaczają się pod ubraniem. Wielką zaletą na pewno jest ich chłonność. Nie zdarzyło mi się jeszcze aby te wkładki mi przeciekły. Można w nich wyjść z domu na dłużej bez obaw, że nagle na naszej bluzce pojawią się nieestetyczne plamy.

Cena jednego opakowania to koszt około 15-20 zł.

Babydream
Od razu powiem, że to najtańsze aczkolwiek wcale nie najgorsze wkładki.
Niestety w opakowaniu znajduje się tylko 30 sztuk i myślę, że producent mógłby się pokusić o dodanie jeszcze z 20 nawet kosztem podniesienia ceny o kilka zł. Podobnie jak u Johnson'sa wkładki są luzem włożone prosto do kartonika. Oczywiście również posiadają element przyklejający je do bielizny, z którym nie ma większych problemów. Te wkładki nie są już wyprofilowane. Są miękkie i przyjemne w dotyku. Nie odznaczają się pod ubraniem. Grubsze i mniejsze niż Tommee Tippee, jednak chłonnością podobne czyli szału nie robią, aczkolwiek za tą cenę jestem im to w stanie wybaczyć.
 Cena jednego opakowania wynosi 4,99 :D


Jak się okazało najdroższe wkładki wcale nie były najlepsze. Dość szybko zużyłam wszystkie 4 opakowania Tommee Tippee i postanowiłam więcej do nich nie wracać. Johnson'sa używam tylko na 'wyjścia' bo są super chłonne i nie muszę pamiętać o częstych wymianach, gdzieś na mieście. Natomiast Babydream używam na co dzień. Za tą cenę nie muszą być nie wiadomo jakiej jakości w szczególności że wkładki i tak należy zmieniać przy każdym karmieniu naszego maleństwa.

środa, 17 lipca 2013

Żel do mycia dla niemowląt Bubchen - bubel

Witajcie,

dziś w ramach projektu 'blogująca mama' przybywam do Was z recenzją pewnego żelu do mycia dla dzieci, a konkretniej dla niemowląt już od pierwszych dni życia. W sumie nie wiem dla czego od samego początku uparcie stroniłam od kosmetyków dla mojego noworodka typu Oilatum czy Emolium, pomimo iż miałam świadomość że skóra takiego maleństwa jest bardzo wrażliwa i delikatna. Jeszcze przed porodem będąc w sklepie z artykułami dziecięcymi postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w jakiś kosmetyk do kąpieli i po rekomendacji sprzedawczyni zdecydowałam się na kupno Żelu do mycia dla niemowląt firmy Bubchen. Co z tego wynikło przekonacie się czytając dalej...

Opakowanie:
Przezroczysta butelka z pompką, która jest świetnym rozwiązaniem jeżeli chodzi o dozowanie produktu do wanienki. Niestety podczas pierwszego otwierania 'zawias' od tej pompki się połamał i już nie można było jej zamknąć, a także wylewał się tamtędy produkt. Więc trzeba było uważać, żeby butelka zawsze stała i nie można jej zabrać nigdzie ze sobą.


Właściwości:
Wg. zapewnień producenta kosmetyk ten nadaje się już od pierwszego dnia życia dziecka. Nie zawiera mydła, substancji barwiących i konserwujących, posiada pH naturalne dla skóry, a także zawiera rumianek, proteiny pszenicy, a substancje myjące są pochodzenia roślinnego. Z tego opisu wynikałoby że produkt jest wręcz idealny. Niestety już na drugim miejscu w składzie mamy SLES, który jak wiadomo do najdelikatniejszych nie należy. Konsekwencją tego było okropne przesuszenie skóry mojego dziecka. Zaczęła się łuszczyć najpierw na brzuszku, później na nóżkach i rączkach. Natomiast na zgięciach czyli nadgarstkach, łokciach itp. schodziła wręcz całymi płatami. Absolutnie nie pomagała ani oliwka, ani krem nawilżający po kąpieli. Dopiero zmiana kosmetyku zażegnała problem.

Produkt pomimo swojej niedelikatności ma też plusy. Po pierwsze bardzo ładnie i delikatnie pachnie rumiankiem. Jest to przyjemny i odpowiedni do wieczornej kąpieli zapach, który utrzymuje się na ciele malucha. Poza tym żel bardzo mocno się pienił w wodzie. Będzie to może plusem jeżeli chodzi o kąpiel starszego dziecka, jednak w przypadku noworodka, a także małego niemowlaczka nie sprzyjało to kąpieli. Długo trzeba było chlapać dziecko w wanience żeby całą tą pianę spłukać. Natomiast w kwestii wydajności nie było tragedii. Przez około 3tyg codziennego stosowania wykorzystaliśmy około 1/3 opakowania. Dodam tylko że na jedną kąpiel przypadała 1-2 pompeczki w zależności od ilości wody w wanience.

Skład:


Podsumowanie:
Cena opakowania mieszczącego 400ml produktu waha się pomiędzy 25 a 40 zł. Co jak na kosmetyk o tak słabym składzie nie jest ceną małą.
Tak jak już pisałam u nas się on totalnie nie sprawdził, a stan nawilżenia skóry unormował się dopiero po odstawieniu Bubchenu i zmianie na osławione Emolium,o którym napiszę Wam więcej innym razem.




A Wy w czym kąpiecie, kąpałyście lub macie zamiar kąpać swoje maleństwa?
Co sądzicie o dodawaniu do kosmetyków dziecięcych SLSów/SLESów? Nie uważacie że jest to przesada? Czekam na Wasze opinie w komentarzach.


sobota, 13 lipca 2013

Pierwsze 2 miesiące za nami

Witajcie,

Dzisiaj wielki dzień, bo Lenka kończy 2 miesiące :) Dokładnie 13 maja przyszła na świat. I muszę przyznać, że ten czas minął mi niesamowicie szybko. Mam wrażenie jakby ten poród był z tydzień temu ;)

Co się przez ten czas zmieniło?
  • Chrupka w końcu nabrała jakiś indywidualnych rysów twarzy. Choć cały czas ciężko nam stwierdzić do którego z nas jest podobna to w końcu nie wygląda jak przeciętny noworodek.
  • Powoli próbuje chwytać zabawki do rączek. Co prawda jeszcze trochę nieporadnie to robi, ale widać, że chce.
  • A co za tym idzie jest dużo bardziej zainteresowana wszelkimi zabawkami. Ostatnio jest zauroczona Shaker'em firmy Oball :)
  • O ile leżeć na brzuszku i ćwiczyć podnoszenia głowy Pyśka nienawidzi, od razu wpada w furię i pół osiedla ją słyszy, a jej twarz robi się purpurowa, o tyle będąc na rękach u mamy czy taty w pozycji pionowej ciągle dźwiga główkę i muszę przyznać, że do pełnej sztywności już niewiele jej brakuje.
  • Pięknie unormowała sobie rytm dnia. W nocy śpi. W dzień szaleje i ma jedną dłuższą drzemkę. Rodzice się wysypiają i są niesamowicie szczęśliwi, że trafił im się tak grzeczny i ułożony egzemplarz dziecka :)
  • Od 2 dni sama po kąpieli zasypia w łóżeczku. Do tej pory usypiałam ją na rękach, ale po pierwsze jest coraz cięższa i ręce mi mdlały, a po drugie urządzała straszny krzyk podczas usypiania u mnie, a samodzielne zasypianie w łóżeczku całkiem ładnie jej wychodzi.
To by było na tyle. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. A tak prezentuje się Lenka w dniu kończenia 2 miesięcy:

czwartek, 11 lipca 2013

Huggies, Dada, Pampers i Babydream - porównanie chusteczek nawilżanych

Witajcie,

na dobry początek chciałabym Was zaprosić na małe porównanie chusteczek nawilżanych kilku wiodących marek.



 Huggies Pure

Chusteczki z chyba najkrótszym składem z jakim się spotkałam. Bez alkoholu i substancji zapachowych. I rzeczywiście muszę przyznać że praktycznie wcale nie pachną, co dla niektórych na pewno będzie ogromnym plusem. Są stosunkowo grube i dość mocno nasączone. Bardzo dobrze oczyszczają pupę dziecka z wszelkich zabrudzeń. Dodatkowo mają wytłoczone misie, co może spodobać się starszym już dzieciom. Niestety chusteczki są dosyć małe i szorstkie. Co prawda nie wywołały u mojej córeczki żadnych podrażnień, ale mam wrażenie że są dość nieprzyjemne w dotyku, szczególnie dla tak wrażliwej skóry niemowlaka. Ponadto chusteczki są dość mocno złączone ze sobą i czasami w pośpiechu można zamiast jednej wyciągnąć z opakowania cały ciąg chusteczek. Również z tego powodu przy wyciąganiu jednej chusteczki druga nie 'wychodzi' za nią z opakowania i trzeba szukać i grzebać, aby znaleźć brzeg chusteczki i ją wyciągnąć. Łatwo też je porwać przy wyjmowaniu.
W opakowaniu znajdujemy 64sztuki chusteczek, a cena takiej paczki to około 4-5zł.

 Dada Premium - Naturals, Sensitive, Lavender

Niestety tych chusteczek nie zdążyłam sfotografować przed zużyciem, ale zdecydowanie warto o nich wspomnieć.
Ze względu na brak opakowania nie mam pojęcia jak jest z ich składem, jednak wszystkie 3 wersje mają delikatny zapach. Dla mnie osobiście lawendowy był najmniej przyjemny, bo dość intensywny jak na chusteczki i trochę duszący. Są zdecydowanie cieńsze, ale przy tym dużo bardziej przyjemne w dotyku i miękkie niż Huggiesy. Bardzo mocno nawilżone, w moim odczuciu aż za bardzo, bo prawie że można by je wyżymać. Przez tą dużą ilość nawilżenia pozostawiają na pupie dziecka mokrą i nie przyjemną powłokę. Chusteczki są dosyć dużych rozmiarów, dzięki temu zużywamy ich mniej na jedno przewijanie. Podobnie jak Huggiesy Dady też mają wytłoczone jakieś zwierzątka. Bardzo łatwo wychodzą z opakowania, jedna za drugą. Należy jednak pamiętać o zaklejaniu opakowani pomiędzy przewijaniem, bo mają tendencję do wysychania. Ponadto chusteczki są dosyć mocne i nie tak łatwo jest je rozerwać.
 W opakowaniu znajdujemy 72 sztuki chusteczek, cena paczki to około 5 zł i dostępne są one jedynie w Biedronce.


 
Babydream

To chyba najgorsze chusteczki jakich mieliśmy okazję używać. Pomimo tego, że bez barwników i alkoholu to na samym końcu składu mają substancje zapachowe. Dużą i chyba jedyną zaletą tych chusteczek jest miękkość i delikatność. Są bardzo mocno przyjemne w dotyku, jednak praktycznie w ogóle nie nawilżone. Biorąc taką chusteczkę do ręki mamy wrażenie że jest ona jakaś stara i wyschnięta pomimo iż wyjęta ze świeżo otwartego opakowania. Przez to że są tak suche bardzo słabo zbierają zanieczyszczenia z pupy dziecka, rozmazują wszystko po skórze i trzeba ich zużyć zdecydowanie więcej na jedno przewijanie niż Dadów czy Huggiesów. Dobrze wychodzą z opakowania, nie jest łatwo je rozerwać, aczkolwiek do najmocniejszych nie należą.
W opakowaniu znajdujemy 80 sztuk chusteczek, cena paczki to około 4 - 5 zł i dostępne są one jedynie w Rossmannie.


Pampers Baby Fresh z aloesem

Te chusteczki to w sumie moje ostatnie odkrycie, którego dokonał mój mąż w sumie przez przypadek :) Nie zawierają mydła ani alkoholu. Miękkością i delikatnością zdecydowanie dorównują Babydream jednak są dużo bardziej nawilżone. Wielkością natomiast przypominają chusteczki z Biedronki. Takie połączenie daje bardzo dobry efekt podczas czyszczenia pupy niemowlaka. Doskonale zbierają zabrudzenia, nie są zbyt zimne od nadmiernego nawilżenia, są delikatne i nie podrażniają. Dzięki zawartości aloesu pozostawiają na skórze delikatną jakby powłokę ochronną. Dodatkowo przepięknie, subtelnie pachną. Na jedno przewijanie wystarcza na prawdę niewielka ilość, dzięki czemu chusteczki są bardzo wydajne. Podobnie jak w pierwszych dwóch przypadkach Pampersy wytłoczone mają zwierzątka, w tym przypadku jednak są to kaczuszki :)
W opakowaniu znajdujemy 64 sztuki chusteczek, a cena takiej paczki to około 5-6 zł, jednak na promocjach w multipakach wychodzi taniej.



Mam duże szczęście, że skóra mojej córki nie jest bardzo wrażliwa i żadne z dotąd testowanych chusteczek jej nie podrażniły ani nie uczuliły. Początkowo byłam zauroczona Huggiesami aż do momentu kiedy pierwszy raz spróbowałam Pampers Baby Fresh. Jak dla mnie jest to no. 1 jeżeli chodzi o mokre chusteczki do przewijania. Najgorzej natomiast sprawdziły się rossmannowskie Babydream i ostatnią paczkę jaka mi ich została zużyję chyba do oczyszczania rąk podczas robienia makijażu.